Locke nie był usatysfakcjonowany. .

A potem emisariusze tajemniczej Gromady odlecą i zostawią go w spokoju. Będzie mógł komponować. Zaś Ampliturowie... Pewnie zostaną pokonani wraz z tym ich Celem, zanim zdołają odkryć istnienie człowieka. Przecież Kaldaq wspominał jasno, że Ziemia to prowincja zamieszkanego kosmosu.... Europejczyk nie jest sobie w stanie wyobrazić, jak wielką wagę przywiązuje się do zachcianek Króla-Boga. Aby spełnić jego pragnienia, uruchamia się całą machinę rządową. Najpierw próbuje się znaleźć upragniony przedmiot w Lhasie. Gdy się to nie uda, wysyła się do Indii specjalnego posłańca. W czasie całej drogi trzyma on czerwoną chorągiewkę, której widok działa podobnie jak u nas syrena straży ogniowej. Każdy wie, że zbliża się wysłannik ze specjalnym zadaniem, że bardzo mu się spieszy i wszyscy starają się mu pomóc. Na stacjach tazamów otrzymuje rączego konia i nawet jeśli ktoś inny długo czeka na najlepszego wierzchowca, musi go oczywiście odstąpić. Często przed posłańcem wysyła się gońca, który anonsuje u najbliższego bonpo jego przybycie. Posłańcy, zwani atrungami, przejeżdżają w siodle bez przerwy około 120 km dziennie, nie wspominając już o wielu wysokich przełęczach, które muszą pokonywać pieszo. Nie ma dla nich wytchnienia, co najwyżej mogą trochę podrzemać w siodle - karawanseraj nie przyniesie im spoczynku. Ponadto pas ich opończy opieczętowany jest pieczęcią gabinetu, tak że nie mogą jej zdjąć. Jednak ci jeźdźcy bardzo są dumni ze swych zadań, cieszą się najwyższym szacunkiem, a u każdego bonpo czeka na nich jedzenie i picie oraz dary pieniężne.. - Tak, tak. I jeszcze dadzą nam Massudów, by patrzyli na ręce. Pieprzone mordy.. — Co doktor Brandon zamierzał zrobić z tymi kośćmi? — zapytał Bob. — Słyszałem o klasyfikacji za pomocą próby węglowej.. - Mam nadzieję, że nie. Gardzę pańskim klientem i jego godnym pożałowania rodzeństwem. Wyjaśnijmy to sobie na wstępie.. - Halo? - zaczął Paul.. Spojrzałem na drzewko. I jeszcze raz.. Władza mnichów w Tybecie jest szczególna i można ją przyrównać tylko do silnej dyktatury. Są oni czujni i podejrzliwi wobec wszelkich wpływów z zewnątrz, które mogłyby zagrozić ich potędze. Zbyt mądrzy, by wierzyć w nieograniczoność swej mocy, ukarzą każdego, kto by w to otwarcie powątpiewał. Niektórym były więc nie w smak nasze kontakty z miejscową ludnością. Nasze zachowanie, wskazujące że nie ulegamy przesądom, musiało w końcu dać wiele do myślenia Tybetańczykom; chodziliśmy w nocy do lasu, a demony nas nie karały, wspinaliśmy się po górach nie zapalając ogni ofiarnych, a nic złego nam się nie stało. W pewnych okolicach okazywano nam wyraźną rezerwę, która była wynikiem jedynie wpływu lamów. Z drugiej zaś strony przypisywano nam nadnaturalne moce. W przekonaniu o szczególnej misji naszych wycieczek, wypytywano nas ciągle, dlaczego tak często rozmawiamy ze strumieniami i ptakami, w jakim celu? Ponieważ żaden Tybetańczyk nie ruszy się na krok bez wyraźnego powodu, nie potrafili inaczej wytłumaczyć naszych wędrówek, wysiadywania w lesie i nad potokiem..