Część forsy mi się przyda. Stare długi. Co do reszty... Podzielcie się. Wyślijcie do Berylu. Cokolwiek. Jest do wzięcia. Dlaczego Schwytany miałby ją sobie zostawić? Wzruszyłem ramionami. .
- Wybaczcie, że was na chwilę opuszczę, ale to może przedłużyć moje życie.. W Seltarze nie było już nic do roboty. Nadające się do zamieszkania części tego, co przedtem było kopułą, były zatłoczone rannymi i uciekinierami; już i tak wielu musiało zamieszkać w różnych pojazdach stłoczonych wokół niej. Zapasy żywności i tlenu, nie obliczone na więcej niż mały oddziałek, zapewniały tylko krótką zwłokę. Jedyną nadzieją, choćby i nikłą, było dotarcie po powierzchni do Bazy Kwatery Głównej w Gordzie; podróż, którą oceniono na dwadzieścia dni.. Cierń zamilkł, a ja dopiero po chwili zrozumiałem, że jest ubawiony, a nie zły.. Ustawiła w szeregu nasz majdan - torba, tłumoczek, duża walizka, mała walizka, jej torebka, moja laska, drzewko bonsai - i spojrzała na ten zestaw.. Jedna z asystentek siedziała w fotelu na lewo od kanapy. Jej głowę oplatała siatka czujników podobna do tej, którą nałożono krajowcowi. Kręcący się u jej nóg O’o’yan sprawdzał wstępne odczyty aparatury.. Bałwan pochylił się do przodu i szybko zjeżdżał z dachu. Nic go nie powstrzymywało, ani lina, ani taśma, ani kabel. Tuż za nim sunął po stromym dachu Luter, który na szczęście zdołał zaplątać się we wszystko to, w co nie zaplątał się Śniegurek. Mknął głową naprzód, wrzeszcząc tak głośno, że usłyszeli go Walt i Bev w swojej kuchni, pędził ku pewnej śmierci niczym lawina.. Kiedy dojechali do szpitala, na chodniku czekał wózek. Wcisnęli do niego Nate’a i ruszyli chodnikiem za sanitariuszem. Powietrze wciąż było ciepłe i lepkie. Na schodkach przed wejściem pielęgniarki i asystenci w białych kitlach palili papierosy, cicho rozmawiając. W szpitalu nie było klimatyzacji.. - Tak... jak najbardziej - skinął głową Hunt. - Dziękuję pani.. Nikomu nie powiedziałem o tym spotkaniu, nawet babce, która byłaby z pewnością niezadowolona, może nawet wygarbowałaby mi skórę za lekceważenie jej zakazów. W głębi serca czułem jednak, że postąpiłem słusznie. Uczyniłem kolejny krok na drodze do poszerzenia wiedzy i lepszego poznania samego siebie. Chyba że wszystko było złudą nocną i marą, którą sprowadziła wcześniejsza przygoda z polnym kamieniem, ciśniętym dłonią Jasnoty. Nie mogę zaprzeczyć, że byłem wtedy oszołomiony od uderzenia w głowę. Równie dobrze tajemniczy jeździec mógł być zwyczajnym podróżnym, który po prostu skorzystał z okazji. Czemu jednak nasze psy go nie obszczekały? Podobne wątpliwości rodzą się również z diabelskiego podszeptu. Tak czy inaczej, wyznanie o pierwszym zetknięciu z demonem powierzam cierpliwemu pergaminowi dopiero dzisiaj, kiedy śmierć wisi nade mną.. — Mnie się tu podoba..