Paul nawiązał zadziwiająco serdeczne stosunki z "ojcem" celi, więźniem o najdłuższym stażu, który zgodnie z tradycją był zarazem starszym celi. Niski mężczyzna w podeszłym wieku, robił wszystko, co leżało w jego nader ograniczonych możliwościach, aby pomóc Amerykanom. Namawiał ich do jedzenia i przekupywał strażników, aby zdobyć dla nich choć trochę większe porcje. Znał zaledwie około tuzina słów po angielsku, Paul wprawdzie słabo mówił w farsi, ale jakoś udawało się im porozumieć. Paul dowiedział się, że jest znaczącym biznesmenem, właścicielem spółki budowlanej i hotelu w Londynie. Paul pokazał mu przyniesione przez Taylora fotografie Karen i Ann Marie, a staruszek nauczył się ich imion. Z tego, co Paul wiedział, jego rozmówca mógł być winien jak diabli wszystkiemu, co mu zarzucano, ale zainteresowanie i ciepło, jakie okazywał cudzoziemcom, dodało mu otuchy. .

Starał się nie myśleć o Jane. Kiedy objął ją wraz z dzieckiem ramionami, a ona zmoczyła mu łzami koszule, namiętność do niej rozgorzała w nim na nowo. Podziałało to niczym dolanie benzyny do ognia. Pragnął zostać tam tak na zawsze i czuć pod swoją ręką drżenie jej wąskich ramion oraz ciężar jej głowy na piersi. Biedna Jane. Była tak prawa, a trafiali jej się tacy podszyci zdradą mężczyźni.. Zawsze będzie czas.— Wciąż ten budujący optymizm!Poszedł, a ja zacząłem. — O — powiedział dyrektor Urzędu Imigracyjnego — krzyżówka międzygatunkowa. Tak. Zabijemy to miejscowym wypaleniem. Wstrzykniemy materiał radioaktywny wprost przez powłoki brzuszne. Powiem jednemu z naszych lekarzy.... Prawdziwie obawiałem się natomiast o stan umysłu mego mistrza Ludwika. Odkąd dowiedział się, że jego ojciec wystawił na własny koszt i uzbroił oddział gwarków ze Złotej Góry, a także zamierzał osobiście wziąć udział w boju, biedny bakałarz chodził po Legnicy jak oczadziały, porwany jakimś chorobliwym entuzjazmem, i opowiadał o tym na prawo i lewo każdemu, kto chciał i kto nie chciał słuchać. Lękałem się, aby uniesiony religijnym szałem albo innym równie głupim porywem, nie wyruszył na pole walki, przeciwstawiając krzywym szablom barbarzyńców swoje bezsilne pacierze i delikatne dłonie duchownego. Nagabywany jednak przez mnie natrętnie w tej sprawie, w końcu oprzytomniał i uściskawszy mocno ucznia oznajmił, że zamierza wspierać jedynie modlitwą dzielnego rodzica i jego niemieckich górników. Odetchnąłem z ulgą, bo choć lekceważyłem po trosze mego mistrza i naśmiewałem się z niego w duchu, myśl o jego utracie była dla mnie niezmiernie przykra.. - Tak, i wydaje mi się, że wiem, do czego zmierzasz - powiedział Masud. - Mniej więcej za rok, w każdej strefie działania ruchu oporu, istniałaby już mała kadra ludzi przeszkolonych w Dolinie Pięciu Lwów. Mogliby stać się zaczątkiem zorganizowanej sieci łączności. Rozumieliby się nawzajem, darzyliby mnie zaufaniem... - Zawiesił głos, ale Ellis odczytywał z jego twarzy, że nadal snuje w myślach implikacje takiego posunięcia.. Otworzyłem mu drzwi i przepuściłem go. Wszedłem za nim i natychmiast stwierdziłem, że zamkowa służba już była w naszej kwaterze. Przybory do kąpieli znikły, w lichtarzach tkwiły nowe świece, a okno było zamknięte. Na stole stała taca z zimnym mięsem, owocami i pasztecikami. Pierwsze, co zrobiłem po zamknięciu drzwi, to otworzyłem okno. Po prostu nie chciałem żadnej bariery pomiędzy Ślepunem a mną. Rozejrzałem się, ale nigdzie nie dostrzegłem wilka. Niewątpliwie wyruszył na zwiady i nie zamierzałem wystawiać go na niebezpieczeństwo, próbując nawiązać z nim więź. Pospiesznie obszedłem nasze pokoje, szukając oznak przeszukiwania, a nawet zaglądając pod łóżka i do szaf w poszukiwaniu ewentualnych szpiegów. Gospodarze i goście byli tego wieczoru bardzo ostrożni. Albo wiedzieli po co przyjechaliśmy, albo spodziewali się, że tacy jak my przyjadą szukać księcia. Mimo to nie znalazłem żadnego szpiega w pościeli, ani żadnego śladu świadczącego o tym, że ktoś dotykał moich niedbale powieszonych ubrań. Nigdy nie pozostawiałem pokoju w idealnym porządku. W takim pokoju zbyt łatwo przywrócić porządek, natomiast znacznie trudniej odtworzyć sposób, w jaki oba rękawy przewieszonej przez krzesło koszuli dotykały podłogi.. - Widziałeś go tamtego dnia?.